o tym wszystkim, czego nie miałam. myślę, i otwieram skórę by wpuścić bakterie, grzyby i wirusy rozkładających się myśli, organicznych z mojej własnej winy, nieograniczonych. jak nie biec w tył, jak spowolnić tempo głosu i być tak, jak każe woda i podpowiada powietrze. jeszcze jeden najdłuższy wydech na jaki mnie stać, i spróbuję przypomnieć sobie, kim miałam być, zanim stałam się sobą. zataczam koła, próbując chwytać się wysp, ale wyślizgują mi się z rąk, mokre od morza, śliskie od wodorostów. dotykam skrzeli i nie mogę uwierzyć; jestem jeszcze tam czy już tu. i dokąd teraz.
szukam drogi z powrotem do słów. do języka, który zapomniał smaku, i skóry, która zapomniała dreszczy. deszcze i śniegi, w drodze powrotnej do wiosny. zapominam mieć nadzieję. szukam, i znajduję wciąż tylko poszlaki. gubię tożsamość, i rozkładam się na czynniki pierwsze, których nie potrafię poskładać od nowa. rozpierzchają się, więc ich szukam. szukam, ale znajduję wciąż tylko poszlaki. tańczę taniec deszczu i potykam się o własne krople. nie wiem, czy bardziej brakuje mi światła czy wody.